Zebrałam się w sobie i napisałam. Doszłam do wniosku patrząc na swoje notatki ze stycznia, lutego i pozostałych miesięcy, że coś się zmieniło. Nie wiem dokładnie co, czy ja, czy moje podejście do świata, czy może to świat stanął dla mnie otworem? Dalej jestem zakompleksioną dziewczyną, użalającą się nad sobą od czasu do czasu ;) Dalej nie schudłam tych kilku nadprogramowych kilogramów, dalej nie jestem duszą towarzystwa rozkręcającą każdą imprezę, ale widzę dla siebie nadzieję i widzę poprawę. ... Ostatnio ogarnął mnie szał kulinarny i piekę, piekę i jeszcze raz piekę. Wczoraj akurat zamiast pysznego ciasta porzeczkowego wyszedł mi zakalec porzeczkowy ;) Ale nie narzekam, moja siostra tym bardziej, my po prostu uwielbiamy zakalce ;) ... Wakacje, odpoczynek. Żadnych wyjazdów gdzieś dalej, tylko siedzenie w domu, doskonalenie swoich talentów piekarskich, nadzieje na spotkania ze znajomymi, które niestety są utrudnione ze względu na brak transportu gdziekolwiek stąd. Koniec roku pracowity. I ja dalej mimo swoich postanowień nic nie zrobiłam. Ale mam nadzieję że we wrześniu się poprawię. Więc teraz cieszę się tymi dwoma miesiącami, mając odrobinkę nadziei na jakiś wyjazd, chociaż na kilka dni, i próbując się opalić na brązowo co u mnie niestety skutkuje spalonymi plecami..
No więc Kraków, niestety nie na tyle ile bym chciała, ale jadę z nimi więc musi być genialnie. Niestety jedna się wykruszyła, ale następnym razem jej nie odpuszczę ;)
...
A miałam dać sobie z nim spokój, już wszystko było postanowione i nagle "jeb" wszystko poszło sie walić. I wcale nie chodzi to u jakieś miłości, zauroczenia itp. Zwyczajna znajomość, tylko co ja poradzę że uwielbiam przebywać w towarzystwie takich osob jak on, a niestety nie mam zbyt często takich okazji. No ale cóż, życie...
Ponad miesiąc...
Dużo się działo, bardzo dużo. Nawet nie wiem od czego zacząć, może od tego na czym skończyłam.
...
Zielona wyspa jest niesamowita, magiczna, zgubiłam się w jej wąskich dróżkach otoczonych dziką przyrodą.
Gdy po całym tygodniu wsiadłam do samolotu, chciałam płakać i to nie tylko ja.
Wiem, że tam jest mój drugi dom.
Żałuję że tak krótko, ale tutaj też toczy się życie i to nawet nie tak szare jak myślałam do tej pory.
Tęsknię potwornie za nią, za jej zwariowaną rodzinką, za tymi osiedlami które są jakby produkowane w mini fabrykach, za tą wietrzną pogodą, za jamniko-chomikiem. To już miesiąc, a wydaje mi się że co najmniej rok.
...
No a po powrocie moja wielka osobista porażka, miłe uczucie.
Jednak tym razem szybko się zebrałam, dzięki ich obecności i rozmowach. Postawiłam sobie cel i wierzę, że się uda.
Dziwne, ale tym razem naprawdę wierzę, że jestem w stanie trzymać się tego i pokazać wszystkim za rok na co mnie stać. Może to przez ten wyjazd, a może przez te wszystkie otaczające mnie osoby, ale uwierzyłam bardziej w siebie.
Już nie zapadam w swoje doły i nie budowuję kolejnych kilometrów autostrady kompleksów.
W liceum dużo się zmieniło i ostatnio zaczęłam to zauważać, kocham ten stan, tych ludzi, ten klimat.
Może wygląda to jakbym była na jakimś haju, ale jak podsumowała mnie ostatnio siostra, odkąd jestem w liceum mam w głowie "wieczny melanż"
...
Wiem że jestem dziwnym człowiekiem, ale jakbym taka nie była nie poznałabym tych wszystkich ludzi. Kocham ich i nie wyobrażam sobie bez nich teraz mojego życia, czasami jest lepiej, czasami gorzej, ale zawsze są przy mnie a ja przy nich.
Dowiedziałam się dzisiaj, że zamiast dorośleć, przecież jestem w lo i mam prawie 18 lat, to zachowuję się jak dziecko. Ale dobrze mi z tym :)
Wiem, że dalej mam swoje ogromne wady, których raczej się nie pozbędę, ale coś się we mnie zmieniło. Dalej zwracam uwagę na innych, ale w dużo mniejszym stopniu.
...
Miałam wstawić zdjęcie mojego pierwszego własnoręcznie wykonanego tortu, jednak w sobotę piekę kolejny, więc wtedy zrobię lepsze zdjęcia i wstawię na bloga :)
...
Ostatnio często myślę o przyszłości i przeraża mnie podjęcie własnych decyzji, które będą decydować o moim dalszym życiu.
Czasami chcę wrócić do tych beztroskich lat, gdzie problemem było jaki plecak kupić, z Myszką Miki czy Kaczorem Donaldem. No ale jestem tu i teraz i ciągle zmieniam zdanie, już mam kompletną pustkę co do niektórych moich priorytetów.
Wiem że co niektóre moje wypowiedzi same siebie wykluczają, ale taka właśnie jestem.
...
Rozpisałam się, ale to przez tą nieobecność.
Jestem załamana wiadomością, że Artur Rojek odchodzi z Myslovitz. Przecież ten jego specyficzny, niezwykły, urzekający głos tworzy wraz z Wojtkiem, Kudelskimi i Myszorem ten genialny zespół.
Niestety nie wyobrażam sobie Myslovitz z nowym wokalistą, wiem że to nie będzie to samo i bardzo mi przykro, ale zmiany są potrzebne, tylko nie wiem czy akurat tutaj wyjdzie im to na dobre.
A na zakończenie jeden z ulubionych utworów tego zespołu :)
Dawno nie było i trochę nie będzie.
Dostałam dowód! Dzisiaj lecę! Zajebiście się cieszę.
Wszyscy mówią że to podróż życia i w ogóle. Nie wiem, może i rzeczywiście tak jest? Na pewno przetestuję swoją kontaktowość jeśli można to tak nazwać.
Tydzień wolnego od szkoły, od nauczycieli ale i od nich. Żegnaliśmy się jakbyśmy co najmniej na 5 lat leciały ;)
...
Ogólnie cały tydzień był zwariowany, dużo się działo, może to wiosna tak miesza?
Kłopoty sercem? Nie wiem ale do szpitala według lekarza wypada się położyć, więc chyba podziękuję.
Dzisiaj porozmawiałyśmy od serca i wydaje mi się że będzie lepiej, ale muszę coś zmienić.
Odkryłam nowe powołanie, chodzenie po sh.
Moja szafa została praktycznie zapełniona połową nowo/starych ciuchów.
Mój kontakt z mamą jest teraz świetny, aż boję się to spieprzyć, już dzisiaj przy pakowaniu coś zgrzytało, ale obyło się bez poważniejszej kłótni, mimo że zawsze przed wyjazdem w domu panuje III wojna światowa.
...
Miała być długa notka, z przemyśleniami, ale nie wyszło. Nie mogę się doczekać lotu, ale jak na razie idę spakować bagaż podręczny.
Zdjęcia tortu wrzucę po powrocie ;)
...
Kilka kolejnych inspiracji:
Nie mam czasu, a dokładniej chęci żeby pisać notkę.
Zbieram się do pisania już od kilku dni, a nazbierało mi się trochę, bo przez te kilka dni pohuśtałam się na huśtawce uczuć z samej góry na sam dół i z powrotem. Więc jak ubiorę to jakoś w słowa to napiszę coś obszerniejszego.
Pochwalę się jedynie, że upiekłam tort i był przepyszny, następnym razem postaram się dodać zdjęcie.
A jak na razie ogarnia mnie strach przed lotem, a dokładniej jak to będzie z tymi dowodami i przed jutrzejszą historią.
No i moje ostatnie przemyślnie, wydaje mi się, że moja przyjaźń z nią zaczyna się "psuć" i wydaje mi się że to w większości moja wina, ale ona też dorzuciła do tego parę cegiełek. A co najgorsze nie mam zbyt wiele siły, żeby próbować walczyć o nią, ale żebym musiała to robić ona też musi zauważyć ten problem.
Wyszło mi z tego masło maślane, ale wystąpiło u mnie zmęczenie materiału, więc wybaczcie.
Niedawno odkryłam w sobie nowe pasje.Coraz bardziej wciąga mnie gotowanie i pieczenie ciast. Jednak na pierwszym miejscu jak dla mnie będzie pieczenie.
Może będę cukiernikiem? Skoro nie mam pomysłu na siebie to może tutaj się rozwinę?
Jeszcze kilka tygodni temu śmiałam się z siostry, że czyta przepisy na nowe potrawy, ale mnie spotkało to samo, mogę godzinami oglądać zdjęcia muffin, tortów i innych słodkości sprawdzając czy mam potrzebne składniki.
W piątek urodziny mamy i napaliłam się na robienie tortu dla niej. Mam nadzieję, że pomysł nie spali na panewce i uda mi się upiec chociaż w połowie tak smakowicie wyglądający tort jak na blogach innych dziewczyn.
Wiem, że to co piszę to takie przyziemne i może nudzić, ale muszę mieć jakieś miejsce gdzie to napiszę, jest mi wtedy jakby lżej.
Dzisiejszy poranek spędziłam w urzędzie, który wywołuje u mnie ciarki i nieprzyjemne uczucia. Może to przez jakikolwiek brak przyjaznych emocji na twarzach urzędników. Rozumiem, że przesiadywanie tam dzień w dzień i wypełnienie tych samych świstków po raz kilkutysięczny jest monotonne i męczące, a co niektórzy w tym nie pomagają, ale mały uśmiech coś by zmienił.
Teraz pozostaje mi się modlić o przyśpieszone wyrobienie dowodu w czasie krótszym niż dwa tygodnie co graniczy praktycznie z cudem.
Ale nadzieja matką głupich ;)
Czyżby się coś we mnie zmieniło? Raczej nie. Wydaje mi się, że mnie również dopadła ta szalejąca wiosna na zewnątrz jak i na ścianach facebooka.
Jestem ostatnio jakby pogodniejsza? Może. Jeżeli potrwa to dłużej niż tydzień, zacznę się martwić i podejrzewać, że coś się dzieje.
A jak na razie przede mną wizja zarwanej nocy na rzecz ukochanych i wszędobylskich moli i towarzyszącej im stechiometrii.
Czuję, że po powrocie jednak coś się zmieni ;)
Nawet ja mam czasem dość swojego użalania się nad sobą, dlatego chcę wam pokazać rzeczy które kocham, które mnie inspirują.Chcę pojechać do tych miejsc, cieszyć się tymi rzeczami. Jak na razie cały czas do tego dążę.
Ciche dni trwają dalej. Chwilowo na trzy dni krótka przerwa z powodu wyjazdu, jednak po powrocie pewnie wszystko wróci na swoje miejsce, czyli udawanie, że mnie nie ma albo zbywanie zdawkowymi odpowiedziami.
Wszystko się pierdoli. Jak mogłam nie sprawdzić paszportów?
Tylko debile kupują bilet i sprawdzają że ważność paszportu upłynęła rok temu. A wylot za dwa i pół tygodnia.
Mam nadzieję, że zepną tyłki w urzędzie i wyrobią dowód w dwa tygodnie.Oby!
Jednak pewnie trzeba będzie przebukować lot i robić zamieszanie z powodu mojego geniuszu. Jak zwykle najpierw robię, potem myślę. Rozpierdol w głowie na całego...
Czy mówienie o tym co się czuję jest takie trudne?
Widocznie dla mnie tak.Dlatego założyłam tego bloga, żeby wyrzucić z siebie to co mnie boli, moje rozterki i wątpliwości. Nie umiem się otworzyć i powiedzieć co czuję tu i teraz komuś prosto w oczy. A jeśli już mi się udaję powtarzam to w kółko wkurwiając innych.
Nie wiem jak się zachować gdy ktoś opowiada mi że po czterech latach jego związek się rozpadł, widzę smutek w oczach, ale nie wiem co powiedzieć, jak się zachować. Mam ochotę przytulić powiedzieć, że się ułoży, trzeba poczekać, przecierpieć ale nic takiego się nie dzieje. Kolejna bariera, pierdolona granica!
Czuję się samotna, jestem samotna.
Mam przyjaciół których uwielbiam, rodzinę którą kocham i wiem, że oni mnie też, ale czegoś mi brakuje.
Chcę znaleźć tą drugą osobę, w której będę mogła znaleźć oparcie, przytulić się, ponarzekać.
Tylko najpierw powinnam zaakceptować siebie, a to nie będzie łatwe.
Czuję się jak wieloryb chociaż tak nie jest, czuję się jak szara myszka którą spłoszy najmniejszy szmer. Przytłaczają mnie otwarte, przebojowe osoby. Zbyt przejmuję się opinią innych
Ale to już wiadomo, tylko dlaczego ja nie mogę tego przyjąć do swojej świadomości.
Zlewam teraz wszystko, mało mnie obchodzi i nie wychodzi mi to na dobre. Muszę wziąć się w garść.Nawet ta dieta mi zbytnio nie wychodzi. W pewnej chwili mówię że mam wszystko w dupie i tak jest a za kilka godzin, mówię że tak nie może być i muszę się pozbierać.
Muszę w końcu uregulować jakoś swoją psychikę i to będzie najtrudniejsze, bo żebym nie wiem jak wyglądała, ale w środku miała rozpierdol nic dobrego z tego nie będzie.
Wszyscy wiedzą co mam robić, pouczają, mówią jak, ale ja nie mam 5 lat i wiem co robić. Jakie to wkurwiające, nie trzeba mnie już trzymać za rączkę przy przechodzeniu przez drogę, chociaż czasem się tak czuję. Z drugiej strony jednak boję się samodzielności i odpowiedzialności za swoje czyny. Dobrze byłoby robić co się chce a odpowiedzialność zwalić na innych. Wiem jednak jakie to głupie i jak na
razie wolę jednak zostawić ten stan tak jak jest.
Czuję jak mój starannie albo przynajmniej z myślą o staranności budowany domek z kart powoli się sypie.
Uświadomiłam sobie jak łatwo mogę się złamać, chociaż zaraz powstaje to i tak ten upadek pozostaje gdzieś we mnie.
Mam ochotę gdzieś wyjechać na jeden cały dzień i wyrzucić ten śmietnik z mej głowy. Pobyć sama i nie myśleć. To raczej do mnie nie podobne, zazwyczaj muszę mieć kogoś koło siebie. Może po to żeby mi mówił, że jestem potrzebna, kochana? Wiem to, jednak mimo wszystko czasem mam wątpliwości, czuję się jak wrzód na tyłku, którego każdy chce się pozbyć.
Wiem że to też przez mój wkurwiający charakter, nikomu nie popuszczę, nie ugryzę się w język, muszę wykrzyczeć co mnie boli. A szczególnie mojej mamie.
Kocham ją, jednak czasem jej i mi puszczają nerwy i...toczy się.Obrywa każdy bez wyjątku.
Oczywiście dzisiaj też się nie obyło bez kłótni, w końcu nie było jej pół miesiąca w domu.
Niespodziewany gość uświadomił mnie, że jednak mam problem z porozumieniem się z drugim człowiekiem.Przed wyjazdem już spokojnie się z nią dogadywałam jednak przez sobotę...Nie wiem? Bałam się? Nie mam bladego pojęcia, mam nadzieję że w końcu moja bariera kiedyś się wyłączy.
Pod koniec marca się przekonam, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem.
Cieszę się, zobaczę się z nią <3
Z braku czasu albo i chęci opuściłam się w pisaniu, ale postaram się poprawić.
...
Niby dzień jak zwykle, ale targało mną dzisiaj wiele emocji.
Przecież ja nawet go nie znałam, ale jak widziałam smutek mojej kuzynki, zobaczyłam jego zdjęcie ogarnął mnie wielki żal i przygnębienie. Jeśli to prawda to stracił życie w durny sposób, przecież miał dla kogo żyć, a teraz zostawia po sobie tak ogromną pustkę nie do wypełnienia. Może jakby ktoś go wcześniej dojrzał dałoby się go uratować. Ktoś powie że widocznie tak miało być, ale dlaczego w tak młodym wieku mąż, ojciec, przyjaciel wielu ludzi ma umierać?
Czasem nie rozumiem tego świata i dróg którymi chodzi los.
Jak ona może mówić, że nie żal jej że zmarł, przecież ona go wcale nie zna! Nie wie że miał w sobie tyle energii, radości życia, może i popełnił błąd, ale kto ich nie popełnia?Dlaczego nie dostał drugiej szansy?
...
Tak łatwo oceniać ludzi po pozorach, ale jak się ich pozna diametralnie zmienia się o nich zdanie. Niestety mi się też zdarza oceniać tak ludzi, jednak widzę jaka jestem głupia. Przecież niedawno miałam o co niektórych osobach takie okropne zdanie, ale widzę że wygląd to nie wszystko.
Żałuję że tak myślałam, ale cieszę się że ich poznałam. Dzięki nim moje życie codzień jest barwniejsze.
...
Dzisiejsza rozmowa w autobusie była jedną z "najinteligentniejszych" rozmów z tym osobnikiem. On czasami przekracza wszelkie granice. Ja nawet nie wiem czy on może być poważny. Czasem działa na mnie jak płachta na byka, ale to tylko dlatego że jesteśmy tak podobni, aż za bardzo. Jednak rozmowy z nim praktycznie zawsze poprawiają mi humor. Nawet nie wiem ile lat go już znam, zmienił się tak bardzo, ale ciągle będę go traktować jak mojego brata ;)
Możliwe, że może i mam paranoje.
Wiem, wygląd nie jest najważniejszy, liczy się wnętrze. Bardzo dobrze to wiem.
Jednak co zrobić gdy przez wygląd nasze wnętrze się dusi?Nie można go otworzyć na oścież?
Czuję, że duszę się, powoli umieram w sobie. A wszystko przez moje bariery i paranoje według co niektórych.
Gdy jestem z nimi wszystko jest w porządku, jednak gdy zostaję sama albo mam czas na przemyślenia wszystko wraca do mnie ze zdwojoną siłą, moje paranoje.
Dzisiaj osiągnęły jeden ze swoich punktów kulminacyjnych.
Niby niczego mi nie brakuje, jednak gdyby tak było to miałabym ciągle te swoje urojenia? Może gdybym się otworzyła, próbowała być jak inni wszystko byłoby lepiej.
Tylko jak być jak inni? Czy to w ogóle sens?
Może jakbym zmieniła wygląd, zaakceptowała siebie na pewno coś by się zmieniło.
Ale nie!
Muszę codziennie wmawiać sobie te rzeczy, przecież nie może być prawdą, że ja też mogę być ładna, uśmiechnięta. Mam dość tego, tych paranoi, urojeń.! Może rzeczywiście nie są prawdą?
Tak więc znowu uruchomiłam swój pogmatwany umysł i znowu krążą tam setki, tysiące myśli.
Przypasowałam dzisiaj swoje ograniczenia, bariery do depilacji nóg plastrami u dziewczyny która się boi bólu.
Wystarczy po prostu pociągnąć i już, przyłożyć kolejny, oderwać i po problemie.
Jednak ja jak biorę się za coś odwlekam to, wolę zrobić coś innego albo najchętniej jakby ktoś zrobił to za mnie. Wolę poczuć ten chwilowy ból od kogoś innego niż od siebie.
Dziwne skojarzenia, powrót do szkoły dziwnie mnie nastraja. Przez dwa tygodnie nie zrobiłam nic, wszystko mam kompletnie w dupie.
Miałam się starać ale cóż. Chcę już kolejny weekend, chcę się z nią zobaczyć i na chwilę wyłączyć mój "system zabezpieczający".
Przy niej jestem sobą.
Jak zwykle moje lenistwo wzięło górę i za każdym razem gdy wchodziłam na bloga, żeby napisać notkę znalazł się jakiś powód, żeby tego nie robić.
...
Dziwne, ostatnio nawet nie rozmyślam nad swoją osobą, nie użalam się, nie zazdroszczę.
Jakbym wyłączyła umysł. Słucham dużo muzyki, oglądam filmy, chodzę spać o nienormalnych porach(według mojej mamy)- taka moja szara rzeczywistość.
Ostatnio doszło do tego gotowanie, próbuję nowych rzeczy, a wszystko przez moją siostrę bliźniaczkę.
Zastanawiałam się kiedyś jakby wyglądało moje życie bez niej, praktycznie cały czas jesteśmy razem. Może byłabym wtedy inną osobą, raczej na pewno byłabym inna, ale ja z tego powodu nie narzekam aż tak często.
...
Raczej nie przepadałam za kryminałami.Gdy dostałam książkę Stiega Larsona:"Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" pomyślałam, że będzie ozdobą biblioteczki, bo początek raczej nie zachęcał, nic się nie działo.Jednak przeczytałam ją i chciałam więcej. Gdy dostałam kolejne części , nie mogłam się od nich oderwać. W drugiej i trzeciej części akcja już od początku jest wciągająca.
Wielka szkoda, że Larson nie żyje i jego czwarta część nie ujrzy światła dziennego. Dzięki niemu polubiłam kryminały.
No i powracamy do świata żywych.
Kocham te małe smyki, przy nich nie da się wpaść w melancholijny nastrój nawet przez sekundę.
Te ich przytulanie się, całusy, a przede wszystkim teksty. Usłyszeć z ust dwulatki że "Życie jest do dupy"-bezcenne
No a teraz nauka, która zapewne zacznie się i skończy dzień przed pójściem do szkoły.
A na koniec jeden z ulubionych kawałków KSU- Pokolenie 80
Nie mam pomysłu na nic, na notkę, na siebie, na życie.
Zmieniam zdanie co 5 sekund, jak mam wybrać zawsze pytam się innych o zdanie, po podjętej decyzji mam wątpliwości czy na pewno dobrze zrobiłam, zbyt przejmuję się opinią innych.
Nie chcę tego, ale ciężko jest to zmienić, przynajmniej mi.
Chciałam się otworzyć do ludzi-jak zwykle nie mam nic im do powiedzenia, wszystkie tematy wydają się takie błahe.
Chciałam być strażakiem - już nie chcę
Chciałam być lekarzem - zbyt dużo nauki
Nie chcę być księgową! - jedynie to wiem na pewno
Liceum miało mnie zmienić na plus, bla bla bla
W jakiejś części zmieniło, ale chyba na gorsze, przestałam się uczyć, na sprawdzianach prześlizguję się dzięki pomocy ściąg i zdobytej na prędce o 3 nad ranem części wiedzy.
Po kolejnym praktycznie nieprzespanym tygodniu postanawiam sobie, że tak nie będzie, ale zawsze jest coś lepszego niż nauka.
Wiem jeszcze jedno! Muszę zmienić jakoś to moje szare,nudne życie!
Czasami mam wrażenie że mimo swoich kilkunastu lat dalej jestem tym samym dzieckiem z drugiej klasy podstawówki, a jedyne co się zmieniło to to, że słucham rocka, piję alkohol i przeklinam.
...
A teraz w celach mojej "terapii" mającej na celu przestać tak rozdrabniać się nad swoimi "poranionymi " myślami jadę do moich kochanych smyków, które zawsze wnoszą promyk słońca do tych całych szarości.
No i mamy początek ferii jednak nie napawają mnie one jakimś szczęściem.
Miała być Irlandia, jest siedzenie w domu i użalanie się nad sobą, swoją głupotą, samotnością.
Próbuję odpowiedzieć sobie na pytanie:
Jaka ja naprawdę jestem? Za kogo by mnie odebrano?
Słodką idiotkę? -szczerze wątpię
Tryskającą życiem nastolatkę? -rzadko, jednak bywają takie momenty gdy spotykam "moich ludzi"
Samotniczkę?- wydaje mi się że utożsamiam się z tym stanem najczęściej, gdy mój umysł wydziera się spod kontroli i rusza na "autostradę" gdzie każda myśl z osobna tworzy małą dziurkę, ale w połączeniu jest to gigantyczna przeszkoda nie to pokonania.
...
No, ale jak na razie koniec tych całych filozoficznych rozterek o które szczerze powiedziawszy raczej bym siebie nie podejrzewała.
Siedzę popijając zieloną herbatę i słuchając System of a down (zresztą będą tak wyglądały pozostałe 2 tygodnie dodając oglądanie filmów i czytanie książek)
Weekend może i minąłby w lepszej atmosferze, ale nie byłabym sobą gdybym nie pokłóciła się z bratem którego można powiedzieć nie widziałam "wieki".
Myślę, że zbyt duża dawka szczęścia z powodu jego przyjazdu tak na mnie wpłynęła, zresztą zawsze się tak kończą jego odwiedziny w domu, może wpłynęła też tak na mnie maleńka dawka zazdrości z powodu dziewczyny.
...
Znalazłam nową miłość- filmy o grze w pokera!
Może to i głupie, sama nawet nie do końca umiem w to grać, a scenariusze wszystkich są strasznie przewidywalne i oklepane, ale mogę je oglądać godzinami.
Może to jest sposób żebym w końcu się nauczyła co to strit, a co full.
Jakbym miała polecić któryś z tych filmów jak na razie na 1 miejscu mojej listy jest Deal(2008).
...
Na miły koniec weekendu piosenka System of a down: Lost in Hollywood
No to pierwszy krok w stronę wyrzucenia z siebie tego czego nie zawsze można powiedzieć.
Po raz kolejny z kilkutysięcznego razu mam zjebany humor grrr.
Ten pobyt w domu zamiast być udaną, relaksującą zachętą na zbliżające się ferie (co prawda z nieznośnym bólem głowy i nie chcącym pójść mi na rękę gardłem) to otumania mój umysł i pisze scenariusze żywcem wyciągnięte z umysłu jakieś nastolatki robiącej III wojnę światową z powodu kolejnego wypracowania z polskiego i złamanego paznokcia.
Zresztą coraz częściej zaczynam myśleć o sobie w takich samych kategoriach.
Muszę w końcu wyjść do tej garstki ludzi za którymi potwornie tęsknię. Z nimi mogę rozmawiać o wszystkim i o niczym, nie muszę się bać, że wezmą mnie za kompletną debilkę, przed nimi nie mam żadnych oporów.
...
W trakcie tego tygodnia moje kompleksy osiągnęły chyba rekordową liczbę, jakby mierzono je na długość miały by chyba z 20 km, a dalej rosną. Muszę coś z tym zrobić, oczywiście na pierwszym miejscu dieta i ruch.Jednak jeszcze nie mam na tyle siły, ale czuję że niedługo zbiorę się w sobie i zacznę wprowadzać mój plan w te szarawe życie.
Strasznie zazdroszczę osobą, które mówią co myślą, są otwarte i zawierają znajomości w 5 sekund. Czemu dla mnie jest to takie trudne?
Każde zdanie, każde słowo muszę przeanalizować! Przecież to jest kompletnie bez sensu!
Czemu w głowie nie ma takiego pstryczka, który włączalibyśmy za każdym razem kiedy byśmy chcieli?
Robisz pstryk! i znajdujesz temat do rozmowy z każdym o wszystkim, a kiedy nie chcesz tych wszystkich krążących myśli z prędkością 200 km/h robisz znowu pstryk! i się wyłączasz. Czemu to wszystko jest tak pojebane?
Co do kompleksów. Właśnie obejrzałam artykuł o "modelce XXL" która nosi rozmiar 40 i wygląda naprawdę dużo lepiej od niektórych modelek z rozmiarem 34 albo i mniejszym. Jest naprawdę śliczna, ale według niektórych jest dużo za gruba. Ludzie!!! Co się z wami dzieje?
Tak na marginesie to 40 według mnie nie zalicza się do rozmiarów XXL.
...
Mam ochotę się najebać i pójść w pogo NA KONCERCIE SYSTEM OF A DOWN!!! Oni są genialni! Przez moją siostrę też zaczynam mieć bzika na ich punkcie :)
Z braku środków zadowalam się ich muzyką płynącą z wieży i zbliżającymi się Kuchennymi rewolucjami ;P
Troszkę się rozpisałam, ale cóż.
Nie wiem czy ktoś to przeczyta, mam nadzieję że ktoś kiedyś tu trafi. Więc z ta nadzieją pozdrawiam i życzę miłego wieczoru.