Dawno nie było i trochę nie będzie.
Dostałam dowód! Dzisiaj lecę! Zajebiście się cieszę.
Wszyscy mówią że to podróż życia i w ogóle. Nie wiem, może i rzeczywiście tak jest? Na pewno przetestuję swoją kontaktowość jeśli można to tak nazwać.
Tydzień wolnego od szkoły, od nauczycieli ale i od nich. Żegnaliśmy się jakbyśmy co najmniej na 5 lat leciały ;)
...
Ogólnie cały tydzień był zwariowany, dużo się działo, może to wiosna tak miesza?
Kłopoty sercem? Nie wiem ale do szpitala według lekarza wypada się położyć, więc chyba podziękuję.
Dzisiaj porozmawiałyśmy od serca i wydaje mi się że będzie lepiej, ale muszę coś zmienić.
Odkryłam nowe powołanie, chodzenie po sh.
Moja szafa została praktycznie zapełniona połową nowo/starych ciuchów.
Mój kontakt z mamą jest teraz świetny, aż boję się to spieprzyć, już dzisiaj przy pakowaniu coś zgrzytało, ale obyło się bez poważniejszej kłótni, mimo że zawsze przed wyjazdem w domu panuje III wojna światowa.
...
Miała być długa notka, z przemyśleniami, ale nie wyszło. Nie mogę się doczekać lotu, ale jak na razie idę spakować bagaż podręczny.
Zdjęcia tortu wrzucę po powrocie ;)
...
Kilka kolejnych inspiracji:
poniedziałek, 19 marca 2012
niedziela, 11 marca 2012
Brak czasu, brak chęci...
Nie mam czasu, a dokładniej chęci żeby pisać notkę.
Zbieram się do pisania już od kilku dni, a nazbierało mi się trochę, bo przez te kilka dni pohuśtałam się na huśtawce uczuć z samej góry na sam dół i z powrotem. Więc jak ubiorę to jakoś w słowa to napiszę coś obszerniejszego.
Pochwalę się jedynie, że upiekłam tort i był przepyszny, następnym razem postaram się dodać zdjęcie.
A jak na razie ogarnia mnie strach przed lotem, a dokładniej jak to będzie z tymi dowodami i przed jutrzejszą historią.
No i moje ostatnie przemyślnie, wydaje mi się, że moja przyjaźń z nią zaczyna się "psuć" i wydaje mi się że to w większości moja wina, ale ona też dorzuciła do tego parę cegiełek. A co najgorsze nie mam zbyt wiele siły, żeby próbować walczyć o nią, ale żebym musiała to robić ona też musi zauważyć ten problem.
Wyszło mi z tego masło maślane, ale wystąpiło u mnie zmęczenie materiału, więc wybaczcie.
Zbieram się do pisania już od kilku dni, a nazbierało mi się trochę, bo przez te kilka dni pohuśtałam się na huśtawce uczuć z samej góry na sam dół i z powrotem. Więc jak ubiorę to jakoś w słowa to napiszę coś obszerniejszego.
Pochwalę się jedynie, że upiekłam tort i był przepyszny, następnym razem postaram się dodać zdjęcie.
A jak na razie ogarnia mnie strach przed lotem, a dokładniej jak to będzie z tymi dowodami i przed jutrzejszą historią.
No i moje ostatnie przemyślnie, wydaje mi się, że moja przyjaźń z nią zaczyna się "psuć" i wydaje mi się że to w większości moja wina, ale ona też dorzuciła do tego parę cegiełek. A co najgorsze nie mam zbyt wiele siły, żeby próbować walczyć o nią, ale żebym musiała to robić ona też musi zauważyć ten problem.
Wyszło mi z tego masło maślane, ale wystąpiło u mnie zmęczenie materiału, więc wybaczcie.
poniedziałek, 5 marca 2012
New passion.
Niedawno odkryłam w sobie nowe pasje.Coraz bardziej wciąga mnie gotowanie i pieczenie ciast. Jednak na pierwszym miejscu jak dla mnie będzie pieczenie.
Może będę cukiernikiem? Skoro nie mam pomysłu na siebie to może tutaj się rozwinę?
Jeszcze kilka tygodni temu śmiałam się z siostry, że czyta przepisy na nowe potrawy, ale mnie spotkało to samo, mogę godzinami oglądać zdjęcia muffin, tortów i innych słodkości sprawdzając czy mam potrzebne składniki.
W piątek urodziny mamy i napaliłam się na robienie tortu dla niej. Mam nadzieję, że pomysł nie spali na panewce i uda mi się upiec chociaż w połowie tak smakowicie wyglądający tort jak na blogach innych dziewczyn.
Wiem, że to co piszę to takie przyziemne i może nudzić, ale muszę mieć jakieś miejsce gdzie to napiszę, jest mi wtedy jakby lżej.
Dzisiejszy poranek spędziłam w urzędzie, który wywołuje u mnie ciarki i nieprzyjemne uczucia. Może to przez jakikolwiek brak przyjaznych emocji na twarzach urzędników. Rozumiem, że przesiadywanie tam dzień w dzień i wypełnienie tych samych świstków po raz kilkutysięczny jest monotonne i męczące, a co niektórzy w tym nie pomagają, ale mały uśmiech coś by zmienił.
Teraz pozostaje mi się modlić o przyśpieszone wyrobienie dowodu w czasie krótszym niż dwa tygodnie co graniczy praktycznie z cudem.
Ale nadzieja matką głupich ;)
Czyżby się coś we mnie zmieniło? Raczej nie. Wydaje mi się, że mnie również dopadła ta szalejąca wiosna na zewnątrz jak i na ścianach facebooka.
Jestem ostatnio jakby pogodniejsza? Może. Jeżeli potrwa to dłużej niż tydzień, zacznę się martwić i podejrzewać, że coś się dzieje.
A jak na razie przede mną wizja zarwanej nocy na rzecz ukochanych i wszędobylskich moli i towarzyszącej im stechiometrii.
Może będę cukiernikiem? Skoro nie mam pomysłu na siebie to może tutaj się rozwinę?
Jeszcze kilka tygodni temu śmiałam się z siostry, że czyta przepisy na nowe potrawy, ale mnie spotkało to samo, mogę godzinami oglądać zdjęcia muffin, tortów i innych słodkości sprawdzając czy mam potrzebne składniki.
W piątek urodziny mamy i napaliłam się na robienie tortu dla niej. Mam nadzieję, że pomysł nie spali na panewce i uda mi się upiec chociaż w połowie tak smakowicie wyglądający tort jak na blogach innych dziewczyn.
Wiem, że to co piszę to takie przyziemne i może nudzić, ale muszę mieć jakieś miejsce gdzie to napiszę, jest mi wtedy jakby lżej.
Dzisiejszy poranek spędziłam w urzędzie, który wywołuje u mnie ciarki i nieprzyjemne uczucia. Może to przez jakikolwiek brak przyjaznych emocji na twarzach urzędników. Rozumiem, że przesiadywanie tam dzień w dzień i wypełnienie tych samych świstków po raz kilkutysięczny jest monotonne i męczące, a co niektórzy w tym nie pomagają, ale mały uśmiech coś by zmienił.
Teraz pozostaje mi się modlić o przyśpieszone wyrobienie dowodu w czasie krótszym niż dwa tygodnie co graniczy praktycznie z cudem.
Ale nadzieja matką głupich ;)
Czyżby się coś we mnie zmieniło? Raczej nie. Wydaje mi się, że mnie również dopadła ta szalejąca wiosna na zewnątrz jak i na ścianach facebooka.
Jestem ostatnio jakby pogodniejsza? Może. Jeżeli potrwa to dłużej niż tydzień, zacznę się martwić i podejrzewać, że coś się dzieje.
A jak na razie przede mną wizja zarwanej nocy na rzecz ukochanych i wszędobylskich moli i towarzyszącej im stechiometrii.
piątek, 2 marca 2012
I love it.
Czuję, że po powrocie jednak coś się zmieni ;)
Nawet ja mam czasem dość swojego użalania się nad sobą, dlatego chcę wam pokazać rzeczy które kocham, które mnie inspirują.Chcę pojechać do tych miejsc, cieszyć się tymi rzeczami. Jak na razie cały czas do tego dążę.
Nawet ja mam czasem dość swojego użalania się nad sobą, dlatego chcę wam pokazać rzeczy które kocham, które mnie inspirują.Chcę pojechać do tych miejsc, cieszyć się tymi rzeczami. Jak na razie cały czas do tego dążę.
czwartek, 1 marca 2012
Plamy na słońcu, upał na ulicy.
Ciche dni trwają dalej. Chwilowo na trzy dni krótka przerwa z powodu wyjazdu, jednak po powrocie pewnie wszystko wróci na swoje miejsce, czyli udawanie, że mnie nie ma albo zbywanie zdawkowymi odpowiedziami.
Wszystko się pierdoli. Jak mogłam nie sprawdzić paszportów?
Tylko debile kupują bilet i sprawdzają że ważność paszportu upłynęła rok temu. A wylot za dwa i pół tygodnia.
Mam nadzieję, że zepną tyłki w urzędzie i wyrobią dowód w dwa tygodnie.Oby!
Jednak pewnie trzeba będzie przebukować lot i robić zamieszanie z powodu mojego geniuszu. Jak zwykle najpierw robię, potem myślę. Rozpierdol w głowie na całego...
Czy mówienie o tym co się czuję jest takie trudne?
Widocznie dla mnie tak.Dlatego założyłam tego bloga, żeby wyrzucić z siebie to co mnie boli, moje rozterki i wątpliwości. Nie umiem się otworzyć i powiedzieć co czuję tu i teraz komuś prosto w oczy. A jeśli już mi się udaję powtarzam to w kółko wkurwiając innych.
Nie wiem jak się zachować gdy ktoś opowiada mi że po czterech latach jego związek się rozpadł, widzę smutek w oczach, ale nie wiem co powiedzieć, jak się zachować. Mam ochotę przytulić powiedzieć, że się ułoży, trzeba poczekać, przecierpieć ale nic takiego się nie dzieje. Kolejna bariera, pierdolona granica!
Czuję się samotna, jestem samotna.
Mam przyjaciół których uwielbiam, rodzinę którą kocham i wiem, że oni mnie też, ale czegoś mi brakuje.
Chcę znaleźć tą drugą osobę, w której będę mogła znaleźć oparcie, przytulić się, ponarzekać.
Tylko najpierw powinnam zaakceptować siebie, a to nie będzie łatwe.
Czuję się jak wieloryb chociaż tak nie jest, czuję się jak szara myszka którą spłoszy najmniejszy szmer. Przytłaczają mnie otwarte, przebojowe osoby. Zbyt przejmuję się opinią innych
Ale to już wiadomo, tylko dlaczego ja nie mogę tego przyjąć do swojej świadomości.
Zlewam teraz wszystko, mało mnie obchodzi i nie wychodzi mi to na dobre. Muszę wziąć się w garść.Nawet ta dieta mi zbytnio nie wychodzi. W pewnej chwili mówię że mam wszystko w dupie i tak jest a za kilka godzin, mówię że tak nie może być i muszę się pozbierać.
Muszę w końcu uregulować jakoś swoją psychikę i to będzie najtrudniejsze, bo żebym nie wiem jak wyglądała, ale w środku miała rozpierdol nic dobrego z tego nie będzie.
Wszyscy wiedzą co mam robić, pouczają, mówią jak, ale ja nie mam 5 lat i wiem co robić. Jakie to wkurwiające, nie trzeba mnie już trzymać za rączkę przy przechodzeniu przez drogę, chociaż czasem się tak czuję. Z drugiej strony jednak boję się samodzielności i odpowiedzialności za swoje czyny. Dobrze byłoby robić co się chce a odpowiedzialność zwalić na innych. Wiem jednak jakie to głupie i jak na
razie wolę jednak zostawić ten stan tak jak jest.
Wszystko się pierdoli. Jak mogłam nie sprawdzić paszportów?
Tylko debile kupują bilet i sprawdzają że ważność paszportu upłynęła rok temu. A wylot za dwa i pół tygodnia.
Mam nadzieję, że zepną tyłki w urzędzie i wyrobią dowód w dwa tygodnie.Oby!
Jednak pewnie trzeba będzie przebukować lot i robić zamieszanie z powodu mojego geniuszu. Jak zwykle najpierw robię, potem myślę. Rozpierdol w głowie na całego...
Czy mówienie o tym co się czuję jest takie trudne?
Widocznie dla mnie tak.Dlatego założyłam tego bloga, żeby wyrzucić z siebie to co mnie boli, moje rozterki i wątpliwości. Nie umiem się otworzyć i powiedzieć co czuję tu i teraz komuś prosto w oczy. A jeśli już mi się udaję powtarzam to w kółko wkurwiając innych.
Nie wiem jak się zachować gdy ktoś opowiada mi że po czterech latach jego związek się rozpadł, widzę smutek w oczach, ale nie wiem co powiedzieć, jak się zachować. Mam ochotę przytulić powiedzieć, że się ułoży, trzeba poczekać, przecierpieć ale nic takiego się nie dzieje. Kolejna bariera, pierdolona granica!
Czuję się samotna, jestem samotna.
Mam przyjaciół których uwielbiam, rodzinę którą kocham i wiem, że oni mnie też, ale czegoś mi brakuje.
Chcę znaleźć tą drugą osobę, w której będę mogła znaleźć oparcie, przytulić się, ponarzekać.
Tylko najpierw powinnam zaakceptować siebie, a to nie będzie łatwe.
Czuję się jak wieloryb chociaż tak nie jest, czuję się jak szara myszka którą spłoszy najmniejszy szmer. Przytłaczają mnie otwarte, przebojowe osoby. Zbyt przejmuję się opinią innych
Ale to już wiadomo, tylko dlaczego ja nie mogę tego przyjąć do swojej świadomości.
Zlewam teraz wszystko, mało mnie obchodzi i nie wychodzi mi to na dobre. Muszę wziąć się w garść.Nawet ta dieta mi zbytnio nie wychodzi. W pewnej chwili mówię że mam wszystko w dupie i tak jest a za kilka godzin, mówię że tak nie może być i muszę się pozbierać.
Muszę w końcu uregulować jakoś swoją psychikę i to będzie najtrudniejsze, bo żebym nie wiem jak wyglądała, ale w środku miała rozpierdol nic dobrego z tego nie będzie.
Wszyscy wiedzą co mam robić, pouczają, mówią jak, ale ja nie mam 5 lat i wiem co robić. Jakie to wkurwiające, nie trzeba mnie już trzymać za rączkę przy przechodzeniu przez drogę, chociaż czasem się tak czuję. Z drugiej strony jednak boję się samodzielności i odpowiedzialności za swoje czyny. Dobrze byłoby robić co się chce a odpowiedzialność zwalić na innych. Wiem jednak jakie to głupie i jak na
razie wolę jednak zostawić ten stan tak jak jest.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















